Mężczyzna cudem przeżył atak niedźwiedzia w Bieszczadach

W niedzielę, w okolicach Komańczy doszło do zdarzenia, które nieomal zakończyło się tragicznie. Spacerujący w położonych poza szlakami turystycznymi mężczyzna, został zaatakowany przez niedźwiedzia brunatnego. Ciężko ranny mężczyzna cudem uciekł zwierzęciu. Ludzie, których poprosił o pomoc mówią, że poszkodowany miał głębokie rany cięte na brzuchu i ramionach. Jedynie wzmożone wydzielanie adrenaliny utrzymało go przytomnego i najpewniej uratowało mu życie, nie dopuszczając do sytuacji, w której omdlałym mężczyzną zajęłoby się drapieżne zwierzę.

Jak co roku nastąpił okres, w którym przebudzone z zimowego snu niedźwiedzie wyruszają ze swoich gawr by spędzić najbliższe miesiące na zdobywaniu pożywienia i rozmnażaniu się. W Polsce żyje niespełna 250 przedstawicieli niedźwiedzia brunatnego. Ważące około 300kg drapieżniki spotkać możemy głównie na Podkarpaciu, najwięcej właśnie w Bieszczadach. Gęste i rozległe lasy pełne zwierzyny to bardzo sprzyjające środowisko dla rozwoju ich populacji. Wynikiem tego, zwykłemu spacerowiczowi rzadko udaje się je spotkać w ich naturze, gdyż nie mają one powodu by opuszczać odległe od cywilizacji miejsca. Zdarzają się sporadyczne przypadki niedźwiedzi na ludzkich szlakach. Powodem ich zachowania są najczęściej resztki jedzenia pozostawiane przez nierozważnych turystów.

Na ogół te zwierzęta unikają człowieka i uciekają szybciej niż jest się je w stanie dostrzec, jednak bywają sytuację, w których drapieżniki interesują się ludźmi. Powodem może być choroba zwierzęcia, skrajny głód lub chęć obrony swoich młodych. Gdy podczas spaceru dostrzeżemy niedźwiedzia, powinniśmy jak najprędzej oddalić się od niego, zanim podejmie on decyzję o przybliżeniu się do nas, a ją możemy przypłacić tragicznie. Niezależnie od przebiegu konfrontacji, spotkanie misia to zawsze dużo emocji i adrenaliny, w końcu obcujemy oko w oko z dwa razy większym, śmiertelnie niebezpiecznym drapieżnikiem. W dodatku dzikim, czyli absolutnie nieprzewidywalnym.