Seria "365 dni" Lipińskiej - nasza recenzja

Opublikował: Redakcja Pinbook

Data publikacji: 25-06-2019

ocena: 0     skomentuj

O Greyu słyszał chyba każdy. Pomruki niezadowolenia było słychać w całej Polsce, ilekroć kobiety sięgały po książkę. Że analfabetyzm, że to niemożliwe, że obrzydliwe. Wśród swojego otoczenia również miałam kilka pań, które odkładały książkę szybciej niż po nią sięgały. A potem w Polsce wielkie BUM! Blanka Lipińska wydała pierwszą część „365 dni”, w której Laura – główna bohaterka – wyjeżdża na Sycylię, gdzie zostaje porwana przez bossa mafii sycylijskiej – Massimo, który kilka lat wcześniej po postrzale w swojej wizji ujrzał piękną kobietę. Nie miał wątpliwości, że to właśnie Laura. Daje jej 365 dni na pokochanie go. A potem pojawia się kolejna część, i kolejna. Ta ostatnia „Kolejne 365 dni” bije rekordy popularności, długo utrzymuje się na liście Bestsellerów Empiku na pierwszym miejscu, a tysiące książek sprzedaje się jeszcze w przedsprzedaży. Mówi się nieoficjalnie, że seria 365 dni to połączenie Ojca Chrzestnego i 50 Twarzy Greya. Jak jest naprawdę?

Ma swoje plusy…

I może na początek na tym się skupmy. Wielokrotnie Blanka Lipińska podkreślała, że ta historia, to trochę rozliczenie się z własną przeszłością. To opowieść o jej życiu, o jej przeszłości, z którą postanowiła się rozprawić pisząc książkę. Nie można zabrać jej tego, że jest to ciekawa opowieść, którą faktycznie można szybko pochłonąć – ma swoje zwroty akcji, ma swoje ciekawe momenty, ma dobrze sprzedającą się historyjkę (choć nie nazwalibyśmy tego „inspirującą historią” i na pewno daleko jej do jakiegoś realizmu). Najważniejsze jednak jest to, co Blanka osiągnęła poprzez wydanie książki – nagle tysiące kobiet zaczęło pisać do niej, opowiadając, że otworzyła im oczy i pozwoliła cieszyć się z seksu, odkrywać swoją seksualność, a przede wszystkim – nie bać się głośno mówić, że mają jakieś oczekiwania. Dużo kobiet mówi również, że dzięki tej książce zaczęło się na tyle cieszyć z seksu, że ich partner także jest baaardzo zadowolony.
No i w sumie na tym możemy zakończyć plusy książki.

Ale ma też swoje minusy…

Blanka Lipińska wielokrotnie podkreślała, że jest „autorką” i raczej nie nazwałaby siebie „pisarką”. I to ma swoje potwierdzenie w rzeczywistości. Raczej książka nie jest wysokich lotów, pod względem bogatych opisów i jakości tekstu – wygrywa tutaj Grey. Nie można mówić tutaj o jakimś naprawdę niesamowitym kunszcie pisarskim. Niektórzy twierdzą, że książka jest obrzydliwa, niewiele wspólnego ma z inspiracją, a główna bohaterka kompletnie się nie szanuje i jest po prostu głupia.

Może i tak. Ja sama osobiście po książkę sięgnęłam, przeczytałam zarówno pierwszą, jak i połowę drugiej części i dalej jakoś nie mogłam. Zaintrygowała mnie, ale ostatecznie w rozrachunku wygrał Mróz i seria o Chyłce, a potem zdecydowanie postawię na inne tytuły, które czekają w biblioteczce. Nie można jednak odebrać Lipińskiej tego, że sprzedaje się świetnie i to pewnie poważny pstryczek w nos dla wszystkich, którzy jej twórczość bojkotują i mocno „hejtują” powieść. Zapewne bolesne dla nich jest to, że Blanka ze swoimi książkami bije rekordy popularności. Autorka potrafi po prostu silnie obronić się na rodzimym rynku. I tego serdecznie gratulujemy.
A dla tych, którym książka bardzo się podobała – możecie liczyć na ekranizację książki, która pojawi się w kinach 14 lutego 2020 roku. Po wypowiedziach Lipińskiej można wnioskować, że będzie to petarda, a na potwierdzenie tego, można wziąć pod uwagę to, że aktorzy mają DOKŁADNIE odwzorowywać swoich bohaterów tj. Massimo naprawdę ma być Włochem. Podejrzewamy, że i tym razem pobije rekordy wszelkiej popularności.

Oceń artykuł:
  • Średnia ocena: 0 (0 głosów)

0 (0 głosów)

Komentarze do artykułu: 0

Podoba Ci się artykuł?
Polub nasz fanpage